Czy dzisiaj opłaca się konsolidować?
Choć ciemne chmury burzowe wisiały nad gospodarką światową już od dłuższego czasu, do niedawna nie przejmowaliśmy się tym zbytnio. Wręcz przeciwnie, spadająca wartość dolara i silna złotówka cieszyła nas niezmiernie, zachęcając do pół darmowych zakupów za oceanem. Jednak taka sytuacja nie mogła trwać wiecznie, a wstrząsy musiały w końcu dotrzeć i do nas. Nie ma oczywiście powodów do paniki i bardzo nie wskazane byłoby pisać o kryzysie w naszym kraju, niemniej nie jesteśmy niezależną finansowo wyspą odłączoną całkowicie od reszty świata, a więc wydarzeń tych nie sposób nie uwzględniać także, przy rozważaniu konsolidacji kredytów, szczególnie, że za źródła kryzysu w USA uważa się zbyt łagodne podejście do udzielania kredytów pod zastawy hipoteczne, które właśnie przy konsolidacji odgrywają pierwszoplanową rolę.
Ponieważ najcenniejszą nauką jest nauka na cudzych błędach, banki działające na naszym obszarze szybko zareagowały na „amerykańską lekcję” rewidując każdy z elementów swojej oferty oraz łagodząc wyśrubowane i nastawione na ostrą walkę o klienta parametry kredytów konsolidacyjnych. W praktyce oznacza to podwyższanie oprocentowania, obniżanie maksymalnego okresu kredytowania oraz obniżenie wartości kredytu udzielonego pod konkretne zabezpieczenie. Równolegle podskakują marże i opłaty za ubezpieczenia, więc o wszystko należy dziś pytać do skutku, tzn. do otrzymania pełnej odpowiedzi co do warunków udzielenia kredytu. Natomiast przedłużające się „badanie zdolności kredytowej” klienta, bardzo komplikuje odpowiedź co do tego jaki kredyt ostatecznie i na jakich warunkach otrzymamy. O ile otrzymamy w ogóle – znany jest przypadek klienta jednego z banków, dla którego po prostu zabrakło waluty (CHF), przez co nie otrzymał on wypłaty na czas, co następnie spowodowało lawinę nieprzyjemności (ale to temat na oddzielny artykuł).
W tak dynamicznej sytuacji na rynku walutowym, której główną cechą jest nie tyle ostre pikowanie złotówki w dół, co niewiadoma, na jakim poziomie ta drastyczna obniżka się zatrzyma, doradcy finansowi powracają do starej zasady brania kredytu w walucie w której się zarabia, którą to rekomendują swoim klientom. O ile kredyty we frankach szwajcarskich (CHF) są nadal znacznie korzystniej oprocentowane od kredytów złotówkowych, to perspektywa spłacania długoletniego zadłużenia zmusza do zastanowienia się dwa razy nad ryzykiem wystąpienia wahań kursowych w długim okresie, które dziś są po prostu namacalne. Nie ma co ukrywać, że wiele osób obciążających swoją hipotekę, czy to na cel mieszkaniowy czy też konsolidacji zobowiązań, skusiło się na sporą rożnicę w miesięcznej spłacie na korzyść CHF do PLN, nie przejmując się wcale ryzykiem z tym związanym (a stara, świecka zasada mówi przecież, że nigdy „plusy nie powinny przesłaniać nam minusów”). Dzisiaj są w sytuacji nie do pozazdroszczenia, a śledzenie kursów walutowych przyprawia ich o niemały ból głowy.
Jak więc działać w warunkach podwyższonego ryzyka? Bo o takich możemy dzisiaj mówić. Wzorem banków, musimy sami sobie postawić wyższe wymagania odnośnie możliwości spłaty kredytu, starać się o większą rezerwę dostępnych w miarę szybko środków. Czy konsolidacja kredytów jest nadal opłacalna? Oczywiście, że tak. Jeśli zamierzamy np.: refinansować kredyty mieszkaniowe w walucie obcej, i konsolidować będziemy w tej samej walucie, to samo ryzyko ciąży na obu rozwiązaniach. Możemy natomiast przy okazji konsolidowania, to ryzyko redukować, przewalutowując kredyt do waluty o bardziej stabilnym dla nas kursie spłaty (chyba, że lubimy ryzyko). Zmniejsza się oszczędność na oprocentowaniu w stosunku do kredytów konsumpcyjnych, ale ilość parametrów służących do dostosowywania kredytu konsolidacyjnego do indywidualnych wymagań, nadal pozwala nam otrzymać produkt skrojony na aktualne potrzeby.
@ Alicja Majcherek, 24 października 2008
Etykietki: informacje, porady | brak komentarzy »
« Trudności w spłacie kredytu | strona główna | Kredyty w promocji »
