Karty kredytowe, znane do niedawna głównie z amerykańskich produkcji filmowych, wkroczyły szeroką ławą do naszej rzeczywistości. Plastikowy kredyt „błyskawiczny”, za sprawą licznych promocji stał się dostępny dla przeciętnego Kowalskiego – niemal każdy bank zaoferował swoim klientom karty kredytowe za darmo, lub za darmo pod warunkiem wykonania określonych operacji w miesiącu za ich pomocą. Liczba kart kredytowych w rękach kupujących wzrosła radykalnie. W ślad za tym wędruje niestety niepożądany trend zwiększania się udziału osób, które nie spłacają kart kredytowych w terminie. Bank Zachodni WBK opublikował informacje, że wskaźnik ten przekroczył 10% w 2009 roku, co jest wartością dwukrotnie wyższą niż w roku poprzednim. 2009 rok to także ponad 95,000,000 transakcji dokonanych za pomocą kart kredytowych w Internecie, sklepach i bankomatach przez samych klientów BZ WBK 1.
Nieodległy jeszcze boom na konsolidowanie wszystkiego, co tylko się da, na szczęście już przygasł. Przestrzegaliśmy przed skutkami nadmiernej konsolidacji we wcześniejszych artykułach, bowiem nie wszystkie kredyty i zobowiązania, skonsolidowane, przyniosą oszczędność. Powody są proste, choć sytuacje życiowe często je komplikują. Nie jest jednoznacznym, że zawsze nie opłaca nam się zamienić zwykły kredyt o niższym oprocentowaniu, na kredyt konsolidacyjny o wyższym oprocentowaniu. Jeśli rata kredytu staje się dla nas za wysoka (np.: za sprawą wzrostu kursu waluty w której mamy kredyt, lub w przypadku utraty źródła dochodu), sposobem na jej obniżenie może być refinansowanie lub konsolidacja, z rozłożeniem spłaty na dłuższy okres. W efekcie zapłacimy bankowi więcej, a pozbycie się całości zadłużenia przeciągnie się w czasie, lecz comiesięczny balast finansowy jest łatwiejszy do uniesienia.
Inaczej ma się sprawa z kartami kredytowymi, które są tak skonstruowane, że bardzo łatwo przeistaczają się z taniego i łatwego źródła kredytu, w bardzo wysoko oprocentowany i spiętrzający się dług. Wie o tym każdy, komu zdarzyło się przekroczyć okres bezodsetkowy, który wynosi około 50 dni w większości wypadków. Po tym okresie, nasze zadłużenie zwiększa się z blisko 20 procentowa prędkością, co więcej, musimy także zapłacić za okres rzekomo bezodsetkowy. W takim wypadku bank zaczyna wymagać od nas co miesiąc minimalnej spłaty zadłużenia, która wprawdzie bywa przystępna, ale powoduje, że nasz dług nie zniknie prędko. Przy takim obrocie sprawy, stajemy się w praktyce idealnym klientem banku, spłacającym mało ale systematycznie. To już jedna noga w kredytowej pułapce. Posiadanie kilku kart kredytowych pozwala na manewr spłacania zadłużenia jednej z nich, za pomocą innej, co w tylko pogarsza sytuację, bo jest jedynie metodą oddalającą moment całkowitego załamania budżetu.
Celem spłacania zadłużenia, jest jego całkowite zlikwidowanie w dającej się przewidzieć perspektywie czasowej. Dlatego, jeśli bezpieczny ląd bez długów i wiecznych rat nie rysuje się wyraźnie przed nami, to sygnał do wzięcia pod uwagę dwóch rzeczy: skonsolidowanie zadłużenia z kart kredytowych oraz ich likwidacja. Fizycznie, za pomocą nożyczek, pozbędziemy się możliwości powiększania zadłużenia poprzez niepotrzebne wydatki. Zredukowaniu powstałych zobowiązań w systemie bankowym, pomoże analiza sytuacji z doradcą finansowym oraz podjęcie formalnych kroków w kierunku uzyskania kredytu konsolidacyjnego. Z długiem narastającym na niespłacanej karcie kredytowej może konkurować nawet najmniej atrakcyjna oferta konsolidacyjna, a im szybciej zdecydujemy się na jej podjęcie, tym lepiej dla naszego portfela.
Pamiętajmy także o dwóch ważnych aspektach: Karta kredytowa to nie tylko plastik, ale także limit kredytowy jaki został otworzony dla nas w banku. Pozbycie się fizycznej reprezentacji tego limitu (czyli plastikowej karty) nie zamyka tego limitu, który wpływa ujemnie na naszą zdolność kredytową. Po drugie, za sprawą niespłacanej karty kredytowej możemy także „zarobić” niekorzystny dla nas wpis w Biurze Informacji Kredytowej, co skomplikuje późniejsza procedurę oddłużania kart. Jeśli więc czujemy, że łatwiej przychodzi nam wydawanie pieniędzy kartą kredytową, niż ich zarabianie na pokrycie tych wydatków, przetnijmy ten proceder, póki nie jest za późno.